O mnie

W sumie to nie lubię o sobie pisać, szczególnie jeżeli nie mam się czym chwalić.

Od kiedy pamiętam zadawałem sobie pytania filozoficzne. Teraz pewne kwestie i pojęcia potrafię nazwać. Kiedyś jednak interpretowałem je intuicyjnie. Moje rozmyślania dotyczyły przede wszytkim ontologii, ale również eschatologii oraz roli człowieka we wszechświecie. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy z tego, że te tematy można odpowiednio sklasyfikować i nazwać. Zastanawiałem się również, jaka jest moja rola w tym wszystkim, rola jednego z miliardów ludzi, żyjących na świecie. Umysł miałem racjonalny i miałem zaufanie do nauki, ponieważ wyjaśniała wszystko lub prawie wszystko co dookoła siebie widziałem. Jednak nauka, którą poznawałem w szkole, nie dawała żadnej odpowiedzi na filozoficzne pytania, które sobie zadawałem.  Wychowałem się w rodzinie katolickiej. Filozofia chrześcijańska, której zarys poznałem na lekcjach religii, wyjaśniała wiele nurtujących mnie kwestii. Uznałem więc, że pewne rzeczy wyjaśnia religia, drogą poznania przez objawienie, a inne rzeczy wyjaśnia nauka. Nie znajdywałem (i do tej pory nie znajduję) żadnych sprzeczności pomiędzy filozofią chrześcijańską, a nauką.

W zamierzchłych czasach (około 1980-1990r.) mocno zainteresowała mnie astrologia. Zakupiłem parę książek i zacząłem zgłębiać temat, który mnie zaintrygował. Astrologia ma pewne cechy nauki ścisłej. Położenie planet i punktów astrologicznych można jednoznacznie wyznaczyć. Analiza też wydawała się logicznie poukładana. Jednocześnie było to mocno powiązane ze światem niedostępnym dla zwykłej nauki. Było to jakieś fascynujące magiczne powiązanie ruchów planet z życiem każdej ziemskiej istoty. Równocześnie poznałem radiestezję. Zacząłem dostrzegać, że wokół mnie dzieją się rzeczy, których nauka nie jest w stanie opisać. Poszukiwałem ciągle coraz to nowych informacji o astrologii i radiestezji. Po kilku latach analiz trochę się zrazilem do astrologii, gdy zauważyłem, że reguły interpretacji horoskopów są bardzo mętnie sformułowane, różnią się w zależności od szkoły. Zaskoczyła mnie wielość sposobów interpretacji, wielka liczba metod podziałów na tzw. domy astrologiczne. Interpretacje tych samych horoskopów, mogą być bardzo różne w zależności od tego, kto interpretuje. Moje nastawienie do astrologii stało się bardziej sceptycznie, gdy dowiedziałem się, że niektórzy astrologowie interpretują horoskop nie przez mozolną analizę poszczególnych elementów, ale po prostu poprzez medytację nad wykresem horoskopu.  Stało się dla mnie jasne, że kluczem do poznania astrologii nie są matematyczne wyliczenia i algorytmy interpretacji, ale jakiś pozaświadomy przekaz, który pojawia się w umyśle interpretującego.  Ponad 10 lat potrzebowalem, żeby dojść do takich wniosków.Trochę byłem wkurzony na siebie, że tyle czasu straciłem na zajmowanie się czymś bezwartościowym, ale z drugiej strony w głowie pozostała mi cała bogata symbolika systemu astrologicznego, wraz z niektórymi związanymi z astrologią nurtami psychologii, co miało swój dalszy ciąg po latach.

W tym samym czasie poza jakimś układaniem sobie życia, próbowałem również stworzyć sobie w głowie spójny obraz świata, z jednaj strony opisywanego przez naukę, a z drugiej strony opisywanego przez religię. Coś mi brakowało w tym obrazie, wiele niewiadomych, tajemnic. Coś jak układanie puzli, rozpoczynając od dwóch przeciwległych narożników – brakowało tego połączenia między dwoma grupami elementów.

Radiestezja została na razie z boku.  Do tematu powróciłem około roku 2000 i to drogą okrężną. Pojawiało się coraz więcej publikacji o uzdrawianiu, wróżeniu z kart, magii. W internecie pojawiało się coraz więcej informacji o magii. W mojej ocenie wyglądało to jak brakujące elementy układanki opisującej nasz świat. Magia wpisywała się doskonale (lub prawie doskonale) w nieznaną przestrzeń pomiędzy religią i nauką. Z jednej strony magia ujarzmiała materię, jako przejaw istnienia na planie fizycznym. Z drugiej strony magia wchodziła na poziomy eteryczne i astralne, oraz wyższe poziomy duchowe, te, które są domeną religii. To wszystko się składało w logiczną całość. Trochę niepokoiła mnie różnorodność działań magicznych. Szczególnie przekonujące były dla mnie liczne relacje praktykujących magów chaosu. Zdawałem sobie  jednak sprawę, że prawdziwa magia jest o wiele potężniejsza, a jej adepci pozostają w ukryciu. Dowiedziałem się, że zajmowanie się magią może być niebezpieczen, ale poznałem również sposoby obrony przed szkodliwymi skutkami. Szukałem opisów różnorodnych rytuałów magicznych, zaklęć. Wywoływanie duchów, chanelling, sigile – to wszystko było wielce fascynujące. Próbowałem się nauczyć jakiegoś rytuału magicznego, aby zdobyć duże pieniądze.

Szukałem dalszych elementów układanki. Natknąłem się na teksty opisujące legendarnego Hermesa Trismegistosa. Zaniepokoiła mnie realność zdarzeń życiowych Franza Bardona. W pewnym momencie byłem zafascynowany teozofią oraz opisami poziomów istnienia świata. Dość logiczna wydawała mi się struktura świata złożona z poszczególnych poziomów – planów. Dla nas – ludzi – w formie zmysłowej, widzialnej – dostępny jest poziom fizyczny. Pozostałe elementy człowieka, składowe duszy i ducha – poruszają się w planie astralnym, mentalnym, kauzalnym i dalszych, jako odpowiedznio ciało astralne, mentalne itd. Ciało fizyczne w tym ujęciu jest tylko jakby “kombinezonem” czy też awatarem, poruszanym przez ciało astralne i mentalne z innych planów. Skomplikowane zależności pomiędzy tymi ciałami – elementami składającymi się na człowieka – wyjaśniały liczne zjawiska fizyczne i duchowe, o których wiemy, ale nie potrafimy inaczej wyjaśnić.

Bardzo też na mnie podziałały teksty Benjamina Rowe (“Krótki kurs jasnowidzenia”) oraz Roberta Bruce (Traktat o projekcji astralnej).

Bardzo na mnie wpłynęły również myśli buddyjskie zawarte w traktacie “Tybetańska księga życa i umierania”.

Szukając jakiegoś logicznego związku między tymi elementami zauważyłem szybko pewne podobieństwo pomiędzy magią i radiestezją. W tym czasie w prasie zaczęły się pojawiać artykuły krytyczne wobec radiestezji i demaskujące radiestetów jako oszustów. Rownież katoliccy przewodnicy życia duchowego ostrzegali przed duchowymi zagrożeniami związanymi z praktykowaniem radiestezji. W tym czasie lekko oddaliłem się od Kościoła, więc krytyczną opinię duchownych uznałem jako nadgorliwość i nieznajomość tematu, zaś sceptycyzm naukowców uznałem jako typowe dla naukowców odrzucanie wszytkiego co nie jest zgodne z głównym nurtem nauki. Temat powiązania radiestezji, magii i nauki mnie zainteresował, więc zabrałem się do analizy i zbierania informacji. Szybko się okazało, że radiestezja jako wiedza pełna jest mętnych informacji, a wykonane eksperymenty raczej są słabo powtarzalne. W poszukiwaniach dotarłem do innych narzędzi. Wykonałem sobie własną talię kart tarota. Po pewnym przygotowaniu, co z przerwami trwało kilka lat, zacząłem pewne próby z tymi kartami, zgodnie z łatwo dostępnymi w internecie wskazówkami próbowałem zajrzeć poza horyzont przyszłości. Dość szybko zauważyłem zbieżność – spójność z symboliką astrologiczną. Na razie przerwijmy ten wątek. Zaraz do tego wrócę. Równolegle bowiem toczy się zwykłe życie. W tym czasie pojawiły się problemy w pracy i w rodzinie. Stany lękowe, chęć rezygnacji z pracy. W domu powoli, stopniowo narastający konflikt z żoną, okresowo lepiej, czasami gorzej. W ciągu kilkunastu lat problemy narastały. Nie było to liniowe narastanie trudności, ale raczej były to coraz wyższe fale problemów. Stany lękowe coraz silniejsze, obniżenie nastroju, podejrzenie depresji. W ciągu kilkunastu lat konflikt małżeński prawie doprowadził do rozpadu małżeństwa. Sytuacja była tak zła, że rozmyślałem już jaki wybrać sposób na rozstanie się z życiem. Po prostu rozpacz. W przebłyskach powrotu do rzeczywistości, gdy odzyskiwałem jako taką zdolność do działania szukałem intensywnie sposobów na poprawę sytuacji. Piłem dziurawiec i magnez aby uciec od depresji. Znalazłem i odsłuchiwałem nagrania bineuralne antydepresyjne.

Wszystko bezskuteczne.

cdn.