O mnie cz.2

link do części 1

Byłem w martwym punkcie. Rodzina na etapie rozpadu. Osobowość w rozsypce, depresja, lęki. Oczywiście na zewnątrz robienie dobrej miny. Uśmiech, wszystko OK! A jak drzwi się zamknęły, to ogólna słabość, przygnębienie. Niemoc przy wychodzeniu do pracy. Lęk po obudzeniu. Tylko sen był przerwą i wytchnieniem.

Leki przeciwdepresyjne nic nie pomogły. Nagrania antydepresyjne troszeczkę, czasowo. Jakaś aktywność fizyczna – spacery. Trochę się zacząłem modlić, może Bóg mi pomoże? Modliłem się nieporadnie. Wiedziałem, że jestem na dnie. Nie prosiłem Pana Boga o poprawę mojej sytuacji, bo czułem, że było by to nie w porządku, bo przeczuwałem, że sam przyczyniłem się do powstania moich problemów. Prosiłem Boga o szczęście i miłość dla mojej żony. W tym czasie w swoich poszukiwaniach zgłębiałem techniki medytacji w różnych kulturach. Tening autogenny Schultza w ramach neutralnej pchychoterapii, ale również medytacje osadzone w różnych kulturach. Ze zdziwieniem i zaskoczeniem odkryłem, że istnieje coś takiego jak medytacja chrześcijańska. Szczególnie zaskoczyło mnie to, że również taką prostą modlitwę, jak różaniec, można zaklasyfikować jako medytację. Różaniec wtedy kojarzył mi się ze starszymi paniami mamroczącymi w kółko to samo po obrazem w kościele. Wiedziałem jak się modlić, tylko jakoś monotonia i czasochłonność tego odmawiania mnie odstraszała. Przekonały mnie jednak te wywody na temat medytacji chrześcijańskiej. Moje poszukiwania zatoczyły koło: poprzez astrologię, readiestezję, magię, buddyzm, medytację – doszedłem do mistycznej modlitwy chrześcijańskiej. Raz na jakiś czas odmówiłem więc różaniec. W tym czasie również natrafiłem na postać Świętego Jana od Krzyża. Ten średniowieczny hiszpański zakonnik miał w sobie tyle pokory i mądrości, że mnie wzruszył. Zacząłem czytać jego pisma (Noc ciemna, Pieśń duchowa, Droga na górę Karmel). Nie zdawałem soobie dotychczas sprawy z tak silnego związku duchowości i mistycyzmu z codziennym prozaicznym życiem człowieka. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że to wszystko co poznalem ostatnio, w jakimś stopniu stanowi przygotowanie do odbicia się od dna.

Jeden z przyjaciół, widoczne zauważył jakiś problem w moim życiu, podesłał mi link do strony internetowej z konferencjami specjalisty od poradnictwa małżeńskiego. Ten specjalista to pan Jacek Pulikowski. Wysłuchałem kilku konferencji. W głowie mi się zaczęło rozjaśniać. Przestałem pytać: kto jest winny? Zacząłem szukać wspólnego sposobu na poprawę relacji z żoną.

Moja żona jakoś też zainteresowała się wyładami pana Jacka i kilka z nich wysłuchała. Teraz razem odmawiamy różaniec. Codziennie.

Spaliłem książki o magii, radiestezji, astrologii, homeopatii, akupunkturze – łącznie chyba z 30 książek. Spaliłem również moje karty tarota.

Odprawiłem porządną Spowiedź Świętą z wygarnięciem wszystkich brudów, jakie udało mi się zidentyfikować. Poczułem jakby mi z pleców ktoś zdjął kamień. Już się nie boję.

W tej chwili odważę się powiedzieć, że jesteśmy z zoną dobrym małżeństwem, ale cały czas nad tym musimy pracować. Wystarczy chwila nieuwagi i coś się może zepsuć.